Ksenia Simonova zachwyca
*******************************************************************************
Dostałam od Jacka piękny wisiorek z krzyżykiem.
Wybór zawieszki trochę mnie zdziwił,
zaraz jednak nastąpiło tłumaczenie, że niby taka święta jestem... :D
ps
Święta, święta i po świętach Słońce... :P
2 września 2010
20 sierpnia 2010
Z daleka / aaauuu
mnich pozdrawia / Suzhou
ps
wczoraj wieczorem kupiłam w moim ulubionym sklepie szalik
pięknie piękny szalik / radość na 102!
wstałam rano, oglądam go jeszcze raz, no naprawdę cudo
czytam skład tkaniny i instrukcję prania przed odcięciem metki
ojej!
ten szalik nazywa się Mariolla 599! (:
przypomniała mi się zaraz słynna imienniczka
Paranienormalnych i jej super sweterek (szalik podobny)
i już wcale nie jestem pewna, czy mi się ten mój
pięknie cudowny szalik jeszcze podoba (:
na deser :
13 sierpnia 2010
7 sierpnia 2010
26 lipca 2010
S = R / O
Szczęście.
Każdy wie, że Rzeczywistość dzielona przez Oczekiwania
to iloraz szczęścia. Jeżeli jednak podzieli się
Oczekiwania przez Rzeczywistość, w wyniku wcale
nie otrzyma się emocji odwrotnej do szczęścia.
Ten iloraz będzie miarą nadziei... (:

ps.
faceci jednak bywają cierpliwi
kiszonki kaukaskie - prezent od sąsiada
Każdy wie, że Rzeczywistość dzielona przez Oczekiwania
to iloraz szczęścia. Jeżeli jednak podzieli się
Oczekiwania przez Rzeczywistość, w wyniku wcale
nie otrzyma się emocji odwrotnej do szczęścia.
Ten iloraz będzie miarą nadziei... (:

ps.
faceci jednak bywają cierpliwi
kiszonki kaukaskie - prezent od sąsiada
21 lipca 2010
Kinga Fleja

Hi Hi
właśnie tak widnieję w kontaktach w telefonie mojego taty.
Mam nadzieję, że miało być Kinga Pleja !? :D
Chociaż właściwie?
Od kilku dni chodzę w dwóch ciuchach na krzyż, bo nie mam dostępu do szafy, a w mieszkaniu bajzel jak u Obcego.
Całą dzisiajszą energię, którą niosłam do domu straciłam zaraz po przekroczeniu progu.
Oni - malarze już skończyli,
ale...
Od czego ja mam zacząć?
Dzisiaj może po prostu pójdę do kina i użyję ulubionego ostatnio wyrazu JUTRO.
PSALM 23

Miałam naprawdę milutki sen.
Byłam właścicielką jeepa Dodga i pysznej amerykańskiej przyczepy campingowej – srebrnej i z niewiadomych przyczyn okrągłej w środku :D
Stało to wszystko w jakimś magazynie na podwórku. Jeep miał lekko uszkodzony zderzak, a w przyczepie brakowało siedzeń i jednego łóżka, o czym powiadomił mnie synek właścicielki magazynu, który rozkosznie umorusany, przyjechał na rowerze.
W przyczepie stały okopcone garnki i brudne naczynia, więc już sobie kombinowałam jak je, zaraz po tym jak omówię z mechanikiem pilną naprawę zderzaka, ślicznie wypucuję.
A wszystko to było do zrobienia natychmiast, bo wyjeżdżałam na festiwal. Nie wiem jaki, ale wiem gdzie.
Pod niemiecką granicę :D
Nagle, o 5:36 chyba usiadłam na tłuste cztery!
„Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie” zaśpiewał, ładny skądinąd, kobiecy głos z siłą kilkudziesięciu decybeli!
Serce wypadło mi prawie z zawiasów bo głos dobiegał dosłownie zza otwartego, jak to latem, okna sypialni. Kalkuluję – sąsiad? Możliwe, odkąd po mundialu spakowała mu się kolejna panna wydaje się być w depresji. Wczoraj około północy na przykład uraczył mnie zza ściany Cerekwicką włączoną na pętlę. Ukryj mnie...uf
Ale do kobiecego głosu przez tubę zza okna dołączyły inne.
No tak... bydgoska pielgrzymka do Częstochowy zbierała szyki.
Natychmiast przypomniałam sobie fajną historię związaną z
Psalmem 23.
Sławny aktor czytał na spotkaniu religijnym wiersze.
Na koniec zakonnik poprosił go jeszcze o odczytanie Psalmu 23. Aktor jednak ociągał się trochę i wyraził zgodę pod warunkiem, że gospodarz – ksiądz zakonnik odczyta ten sam psalm zaraz po nim.
Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie odpocząć mogę,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po ścieżkach właściwych
przez wzgląd na swoją chwałę.
wymieniał kolejne łaski aktor, zaraz po nim to samo odczytał zakonnik i dopiero wtedy atmosfera nabrała prawdziwie duchowego wymiaru.
Aktor, który natychmiast zauważył różnicę podsumował to tak:
No tak...
Ja znam Psalm, a ksiądz zna Pasterza.
19 lipca 2010
Remoncik?
No i się zaczęło :(
Każdy kąt wygląda mniej więcej tak.

Wczoraj wieczorem byłam pewna, że to tylko
malutki remoncik.
Dzisiaj już wiem, że żałuję.
Najbardziej chyba osobistego położenia geograficznego.
Powinnam być gdzie indziej/ aaaaaaauuuuuuuuuuuu
Na wodą na przykład.
Dużą, małą, słodką czy słoną, nieważne.
Byle nie tu.
- Gdzie są klucze i pilot?
- W jakimś kącie :P
Każdy kąt wygląda mniej więcej tak.

Wczoraj wieczorem byłam pewna, że to tylko
malutki remoncik.
Dzisiaj już wiem, że żałuję.
Najbardziej chyba osobistego położenia geograficznego.
Powinnam być gdzie indziej/ aaaaaaauuuuuuuuuuuu
Na wodą na przykład.
Dużą, małą, słodką czy słoną, nieważne.
Byle nie tu.
- Gdzie są klucze i pilot?
- W jakimś kącie :P
18 lipca 2010
Co dalej jest?

Narzekamy na tandetne produkty, trujące pasty do zębów,
skażone zabawki. Opłakujemy stracone miejsca pracy.
Mówimy o pracy niewolniczej w Chinach, o nieszczęśliwych
ludziach, nawet dzieciach porywanych do pracy w fabrykach.
Albo rozpaczamy nad tym, co Chiny robią środowisku
naturalnemu. To jest tak, jakbyśmy winili za uzależnienie
od kokainy biednych analfabetów z gór Boliwii.
Jesteśmy rynkiem.
To my decydujemy co kupujemy.
A czy decydujemy się na kupno wykonanych w kraju,
wysokiej jakości produktów wytworzonych w środowisku
zapewniającym godziwe warunki pracy?
Nie.
Chcemy tanio bez względu na konsekwencje.
I stąd mamy Chiny i miliony domów w tysiącach wsi,
a we wszystkich coś się produkuje.
- Lost on Planet China-
ps
Gosiewski żyje / 17 lipca 2010
Widziano go na peronie we Włoszczowej,
jak zmagał się z Ruskimi, ale dał radę.
Trzeba ekshumacji wszystkich zwłok,
bo być może Rosjanie je porwali i dziś
przetrzymują na granicach dawnego imperium.
Tak, jesteśmy szaleni.
Jesteśmy wariatami – to Nasze Życie.
Janusz Palikot (08:00)
- Poletko Pana P.-
13 lipca 2010
Ukryte pragnienie :D

Dzwonię rano do firmowego informatyka Andrzejka.
- Podrzucę Ci jutro peceta, bo hałasuje i wolno chodzi i wogóle
mały przegląd po taniości proszę.
Aaaaaaa i jeszcze chyba jest jakiś wirus bo ciągle mi się jakaś dziwna przeglądarka z misiem włącza, to zrób to też, bo nie potrafię sama tego misia wypierdolić.
Hallo, słyszysz mnie?
Andrzejek, dlaczego tak rżysz?
- Aaaaaaaaaaa :D
ps
życie na gorąco :D
11 lipca 2010
Uuuuupał / uuuuuuuuuuuuuuu
9 lipca 2010
8 lipca 2010
Lód jest kryształem...

Co wiem na pewno?
Kiedy myślisz, że masz rację, to najprawdopodobniej się mylisz.
To, co można złamać - czy to będzie kość, serce czy też przysięga -
można złożyć z powrotem, ale to nigdy już nie będzie jedna całość.
ps
nastrój 90/100
to tylko cytat
kto powiedział, że w lecie mamy czytać tylko lekkie książki?
chcę na plażę/aaaaaaaaaaaaauuuuuuuuuuuuuuuuuu
25 czerwca 2010
Nigdy nie wiadomo, co będzie za zakrętem (:
24 czerwca 2010
Budzikom śmierć!
20 czerwca 2010
15 czerwca 2010
Śpiewnik Magdalenki
Przygotowując Śpiewnik Magdalenki obijam się ciągle o jakieś bardziej lub mniej znane utwory sprzed dwóch dekad.
Stary dobry Leonard jak zwykle daje radę.
sentymentalnie i jakoś dziwnie aktualnie...
Statystyczny uniform
Na początku był smoczek, pierwszy spacer po mieście,
Przełykanych na siłę statystycznych gram dwieście.
Pierwsza świeczka na torcie, pierwszy krok na dwóch nogach,
Ząb na nitce wyrwany w porę i przepisowo.
Pierwszy maj niecierpliwie prasowany od rana,
List do Saszy z Charkowa i do władcy Tarzana.
Pierwszy rower na gwiazdkę, pierwsze oko podbite,
Bo chciał każdy być Jankiem, a nikt nie chciał Szarikiem.
Statystyczny uniform, model szyty na miarę,
Precyzyjny jak echo, jak szwajcarski zegarek.
Chociaż ruchy krępował, chociaż dławił pod szyją,
Ale jakoś się żyło, jakoś się żyło.
Plakat z ABBĄ nad łóżkiem zamiast Świętej Rodziny,
Całowana niezdarnie pierwsza w życiu dziewczyna.
Kolczyk w uchu podwójny, żeby dziwił się beton,
Ojciec łajdak, co odszedł z jaką inną kobietą.
Pierwsze "sto lat" i "gorzko", ona biała jak wata,
Potem dzieci, tapety, pierwsza wpłata na fiata.
W domu żona nieświeża i wczorajsza gazeta,
Pierwszy powrót nad ranem, jakaś inna kobieta.
Statystyczny uniform, model szyty na miarę,
Precyzyjny jak echo, jak szwajcarski zegarek.
Chociaż ruchy krępował, chociaż dławił pod szyją,
Ale jakoś się żyło, jakoś się żyło.
Pierwsza renta od ZUS-u, przeliczana dwa razy,
"Jeziorany" w niedzielę, w dzień powszedni "cardiamid".
Pierwszy zawał znienacka, trzecia młodość pod tlenem
I kwaterka na górce, pierwsza w rzędzie po lewej
Statystyczny uniform, model szyty na miarę,
Precyzyjny jak echo, jak szwajcarski zegarek.
Chociaż ruchy krępował, chociaż dławił pod szyją,
Ale jakoś się żyło , jakoś się żyło...
sł: Aleksandra Bacińska
muz: Leonard Luther
ps
jakby co wrzuciłam tekst,
żaden logopeda nie dał sobie z Leonem rady ;)
Stary dobry Leonard jak zwykle daje radę.
sentymentalnie i jakoś dziwnie aktualnie...
Statystyczny uniform
Na początku był smoczek, pierwszy spacer po mieście,
Przełykanych na siłę statystycznych gram dwieście.
Pierwsza świeczka na torcie, pierwszy krok na dwóch nogach,
Ząb na nitce wyrwany w porę i przepisowo.
Pierwszy maj niecierpliwie prasowany od rana,
List do Saszy z Charkowa i do władcy Tarzana.
Pierwszy rower na gwiazdkę, pierwsze oko podbite,
Bo chciał każdy być Jankiem, a nikt nie chciał Szarikiem.
Statystyczny uniform, model szyty na miarę,
Precyzyjny jak echo, jak szwajcarski zegarek.
Chociaż ruchy krępował, chociaż dławił pod szyją,
Ale jakoś się żyło, jakoś się żyło.
Plakat z ABBĄ nad łóżkiem zamiast Świętej Rodziny,
Całowana niezdarnie pierwsza w życiu dziewczyna.
Kolczyk w uchu podwójny, żeby dziwił się beton,
Ojciec łajdak, co odszedł z jaką inną kobietą.
Pierwsze "sto lat" i "gorzko", ona biała jak wata,
Potem dzieci, tapety, pierwsza wpłata na fiata.
W domu żona nieświeża i wczorajsza gazeta,
Pierwszy powrót nad ranem, jakaś inna kobieta.
Statystyczny uniform, model szyty na miarę,
Precyzyjny jak echo, jak szwajcarski zegarek.
Chociaż ruchy krępował, chociaż dławił pod szyją,
Ale jakoś się żyło, jakoś się żyło.
Pierwsza renta od ZUS-u, przeliczana dwa razy,
"Jeziorany" w niedzielę, w dzień powszedni "cardiamid".
Pierwszy zawał znienacka, trzecia młodość pod tlenem
I kwaterka na górce, pierwsza w rzędzie po lewej
Statystyczny uniform, model szyty na miarę,
Precyzyjny jak echo, jak szwajcarski zegarek.
Chociaż ruchy krępował, chociaż dławił pod szyją,
Ale jakoś się żyło , jakoś się żyło...
sł: Aleksandra Bacińska
muz: Leonard Luther
ps
jakby co wrzuciłam tekst,
żaden logopeda nie dał sobie z Leonem rady ;)
14 czerwca 2010
7 czerwca 2010
Dajcie czasowi czas...
.

Nikt nie zna ścieżek gwiazd;
Wybrańcem kto wśród nas?
Zapukał ktoś...
To do mnie gość?!
Włóczyłem się jak cień,
Czekałem na ten dzień;
I stoisz w drzwiach...
Jak dziwny ptak.
Więc bardzo proszę, wejdź,
Tu siadaj, rozgość się
I zdradź mi, kim tyś jest,
Madame?
Albo nie zdradzaj mi,
Lepiej nie mówmy nic.
Nieśmiało sunie brzask,
Zatrzymać chciałbym czas.
Inaczej jest...
Czas musi biec.
Gdzieś w dali zapiał kur
Niemodny wdziewasz strój,
Już stoisz w drzwiach...
Jak dziwny ptak.
Więc jednak musisz pójść,
Posyłasz mi przez próg
Ulotny uśmiech twój,
Madame?
Lecz będę czekać, przyjdź!
Gdy tylko zechcesz, przyjdź!
Będziemy razem żyć!
StEd
Dłuuuuuugi weekend był pełen słońca, pyszności,
gości i poezji na hamaczku
Relaks 100/100
Dopiero wczoraj zrozumiałam, że tekst powyżej jest o kochankach.
Śpiewaliśmy kiedyś tą piosenkę bardzo często, ale jakoś nigdy
wcześniej nie przyszło mi to do głowy/hmm
Dajcie czasowi czas...
Nikt nie zna ścieżek gwiazd;
Wybrańcem kto wśród nas?
Zapukał ktoś...
To do mnie gość?!
Włóczyłem się jak cień,
Czekałem na ten dzień;
I stoisz w drzwiach...
Jak dziwny ptak.
Więc bardzo proszę, wejdź,
Tu siadaj, rozgość się
I zdradź mi, kim tyś jest,
Madame?
Albo nie zdradzaj mi,
Lepiej nie mówmy nic.
Nieśmiało sunie brzask,
Zatrzymać chciałbym czas.
Inaczej jest...
Czas musi biec.
Gdzieś w dali zapiał kur
Niemodny wdziewasz strój,
Już stoisz w drzwiach...
Jak dziwny ptak.
Więc jednak musisz pójść,
Posyłasz mi przez próg
Ulotny uśmiech twój,
Madame?
Lecz będę czekać, przyjdź!
Gdy tylko zechcesz, przyjdź!
Będziemy razem żyć!
StEd
Dłuuuuuugi weekend był pełen słońca, pyszności,
gości i poezji na hamaczku
Relaks 100/100
Dopiero wczoraj zrozumiałam, że tekst powyżej jest o kochankach.
Śpiewaliśmy kiedyś tą piosenkę bardzo często, ale jakoś nigdy
wcześniej nie przyszło mi to do głowy/hmm
Dajcie czasowi czas...
26 maja 2010
Słowa opamiętania w konkursie na najlepszą matkę
24 maja 2010
Powtarzalność uczuć
18 maja 2010
15 maja 2010
Próba sprężystości

Zrobiłam domowe dyktando.
Nie powiem, bo nie mogę, kto wypadł najgorzej.
Warto jednak pamiętać,
że brzeżek to nie to samo co brzuszek (:
Rzeczona komódka poraża urodą ciężkich mosiężnych uchwytów -
niby-gałek. Abażur, obciągnięty krempliną, rzęsiście rozjarzy
skórzany ciemnoorzechowy wypoczynek tudzież podnóżek w politurze.
Na brzeżku wersalki ostrożnie przysiadłszy, rzuciła surowym okiem.
Wystrój ujrzawszy i się nie zachwyciwszy, upiła łyk z filiżanki.
Chrząknięcia z dezaprobatą jednakowoż zaniechała, dumę z
aranżacji w gospodarzach dostrzegłszy. Tuszując niezręczność
owej sytuacji próbę sprężystości podjęła, wynik jej za
zadowalający chcąc nie chcąc uznawszy.
Kropka (:
ps
w piątek dostałam 4 różne ulotki dotyczące odchudzania,
a wszystko to w czasie jednej wizyty w mieście!
Mam nadzieję, że to jakaś szeroko zakrojona kampania
reklamowa i powód jest inny niż mi się wydaje.
Ostatnio moją zmorą są żelki/wrrrrrrrrrrrrrrrrr
Zbieram się do walki, będzie bolało/uuuuuuuuuuuu
14 maja 2010
Lip Dub 1LO
Iśka w sekcji "grzecznych dziewczynek" (3:42) :D
i jeszcze...
Nad Brdą i nad Wisłą jest moje miasto Bydgoszcz :D
9 maja 2010
Kilka milionów szans
3 maja 2010
Felis silvestris catus

Jest bezczelana i nieprzewidywalna,
nie liczy się z nami wogóle.
Robi tylko to, na co sama ma ochotę.
W zeszłym roku zaczęła przekraczać progi.
Próg posesji, próg werandy, domu, sieni,
kuchni, jadalni i naszych kociofobicznych serc.
Rządzi się, gówniara, jak u siebie!
Rozkłada się koło kominka, kręci łebkiem i wpatruje zdziwiona w ogień.

Taniec koło lodówki.
Nie ma mleka, mówię. Tańczy dalej.
Jest śmietanka.
Miau!
Może być?
Miau!
Wypija pół kartonika.
Taniec na kuchennym progu, ślepia wpatrzone w szafkę z kocim żarciem.
Znowu głodna?
Miau!
Obiecałam sobie szczerze, że jej nie polubię.
Ale ona nawet na to znalazła sposób.
Wychodząc rano z sypialni zawsze otwieram szeroko drzwi na werandę, w stronę ogrodu.
Lubię ten pierwszy, poranny, czasami ciepły i słoneczny,
czasami pochmurny i wietrzny,
a kiedy indziej wilgotny i deszczowy powiew wstającego dnia.
I jaki by to poranek nie był, i obojętnie jak wczesna byłaby pora,
ONA zawsze siedzi na progu.

Mleczka dla Panienki?
Miau!
29 kwietnia 2010
Najpiękniejsza!
Julia Roberts zajęła pierwsze miejsce
na nowej liście najpiękniejszych ludzi świata.
Mój niezmienny ideał to Monica Bellucci
ps
nie chce mi wyjść z główki pewna zasłyszna fraszka:
Nie zbudzę się pewnego ranka.
Ot, spodziewana niespodzianka.
— Jan Izydor Sztaudynger
wrzuciłam ją w google, żeby poznać autora, otworzyłam jedną z pierwszych stron:
Przejdź do treści forum
CPP
Miejsce, gdzie możesz porozmawiać o swoich problemach
Centrum Psychoprofilaktyki i Psychoedukacji
Działając od 10 lat, zapewniamy wysokiej klasy leczenie rozmaitych zaburzeń psychicznych.
Ja już nie chcę znać tego autora!
Nieważne, że weekend będzie burzowy!
Wszystko.
Przysięgam!
W s z y s t k o jest ze mną O.K.
Miłej majówki (:
na nowej liście najpiękniejszych ludzi świata.
Mój niezmienny ideał to Monica Bellucci
ps
nie chce mi wyjść z główki pewna zasłyszna fraszka:
Nie zbudzę się pewnego ranka.
Ot, spodziewana niespodzianka.
— Jan Izydor Sztaudynger
wrzuciłam ją w google, żeby poznać autora, otworzyłam jedną z pierwszych stron:
Przejdź do treści forum
CPP
Miejsce, gdzie możesz porozmawiać o swoich problemach
Centrum Psychoprofilaktyki i Psychoedukacji
Działając od 10 lat, zapewniamy wysokiej klasy leczenie rozmaitych zaburzeń psychicznych.
Ja już nie chcę znać tego autora!
Nieważne, że weekend będzie burzowy!
Wszystko.
Przysięgam!
W s z y s t k o jest ze mną O.K.
Miłej majówki (:
24 kwietnia 2010
Serce od wspomnień bije mocniej
.
100 lat Jolka!

Próbuję sobie właśnie przypomnieć coś najważniejszego z naszego dzieciństwa.
Przychodzi mi na myśl wiele, bardzo wiele obrazów:
Zabawy z dzieciakami na Twoim podwórku i w podwórkowej pralni,
nasze potajemne wyprawy do niemieckiego kościoła w parku obok szkoły,
zabawy z chomikiem na białej króliczej skórce, której zazdrościły nam wszystkie dzieciaki z podwórka,
nasza z Wencelką co wtorkowa pomocna dłoń dla pani Brodeckiej,
zalotne rozmowy z kajakarzami z klasy b przed religią na Matejki,
kąpiele na ’prywatnej’ plaży w Kadzionce,
disco polo Leszka i szalona noc na warszawskim kepimgu podczas klasowej wycieczki,
nocne godziny kary za nieposłuszeństwo pod obozowym masztem (ech ta Sylwia!),
kąpiele w lodowatym strumyku na Słowacji i Lacko, który nas nienawidził,
niezliczone noce spędzone w jednym łóżku,
największe na świecie ‘schabowe’ Twojej niezapomnianej mamy,
wspólna z Adamem wyprawa do świątyni Wang w Karkonoszach,
fascynacja Leonardem, konkursy piosenki, ta jego Monika, której niecierpiałyśmy,
pełna przygód i niebezpieczeństw podróż do Grecji - praca w piekarni, spotkanie z ośmiornicą, cykady i roje greckich komarów.
Staje mi jeszcze przed oczami Twoja tleniona simonka,
okulary a’la Bajm i najbardziej popisane przez wielbicieli
drzwi do mieszkania, jakie w życiu widziałam.
To były piękne dni...
Nie przypuszczałyśmy wtedy chyba wcale, że kiedykolwiek przyjdzie czas, kiedy zaczniemy stosować kremy 40+
Ale...czy w tamtych czasach w ogóle takie kremy istniały? (:
Wszystkiego najpiękniejszego Kochana!
100 lat Jolka!

Próbuję sobie właśnie przypomnieć coś najważniejszego z naszego dzieciństwa.
Przychodzi mi na myśl wiele, bardzo wiele obrazów:
Zabawy z dzieciakami na Twoim podwórku i w podwórkowej pralni,
nasze potajemne wyprawy do niemieckiego kościoła w parku obok szkoły,
zabawy z chomikiem na białej króliczej skórce, której zazdrościły nam wszystkie dzieciaki z podwórka,
nasza z Wencelką co wtorkowa pomocna dłoń dla pani Brodeckiej,
zalotne rozmowy z kajakarzami z klasy b przed religią na Matejki,
kąpiele na ’prywatnej’ plaży w Kadzionce,
disco polo Leszka i szalona noc na warszawskim kepimgu podczas klasowej wycieczki,
nocne godziny kary za nieposłuszeństwo pod obozowym masztem (ech ta Sylwia!),
kąpiele w lodowatym strumyku na Słowacji i Lacko, który nas nienawidził,
niezliczone noce spędzone w jednym łóżku,
największe na świecie ‘schabowe’ Twojej niezapomnianej mamy,
wspólna z Adamem wyprawa do świątyni Wang w Karkonoszach,
fascynacja Leonardem, konkursy piosenki, ta jego Monika, której niecierpiałyśmy,
pełna przygód i niebezpieczeństw podróż do Grecji - praca w piekarni, spotkanie z ośmiornicą, cykady i roje greckich komarów.
Staje mi jeszcze przed oczami Twoja tleniona simonka,
okulary a’la Bajm i najbardziej popisane przez wielbicieli
drzwi do mieszkania, jakie w życiu widziałam.
To były piękne dni...
Nie przypuszczałyśmy wtedy chyba wcale, że kiedykolwiek przyjdzie czas, kiedy zaczniemy stosować kremy 40+
Ale...czy w tamtych czasach w ogóle takie kremy istniały? (:
Wszystkiego najpiękniejszego Kochana!
19 kwietnia 2010
Mówiło się...

Znalazłam swoje nazwisko na katyńskiej liście.
Struchlałam.
Dzwonię do rodziców.
- Tato wiesz coś o tym?
- Tak, to brat mojego ojca, aresztowali też ojca ale uciekł, oboje byli policjantami.
- Ale dlaczego nigdy o tym nie wspominałeś?
- Mówiło się przecież, mam dużo zdjęć, pokażę ci przy okazji.
- Mówiło się? Tato oni proszą o uzupełnienie wiadomości, o zdjęcia, listy, kartki telegramy i inne informacje na temat okoliczności aresztowania.
- No to im wyślij, mamy tego dużo, to taka stara sprawa...
Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta.
[Carlos Ruíz Zafón, Cień wiatru]
.
17 kwietnia 2010
10 kwietnia 2010
10 04 2010

Prosiłem o siłę… a dostałem przeciwności, które czynią silnym.
Prosiłem o mądrość… a dostałem problemy, abym je mógł rozwiązać.
Prosiłem o dobrobyt… a dostałem rozum i mięśnie, abym mógł pracować.
Prosiłem o odwagę… a dostałem przeszkody, abym je mógł pokonać.
Jung Kriszta
To miała być zwykła, miła wiosenna sobota.
Obudziłam się w innej rzeczywistości.
Dostałam doświadczenie, abym mogła zrozumieć...
zrozumieć, że nie wszystko jest tak proste i jednoznaczne jak mi się do tej pory wydawało.
R I P
.
8 kwietnia 2010
5 kwietnia 2010
Bardzo chory w połowie (:

Zrobiłyśmy z Isią baranka do koszyczka ze święconką
tzn. próbowałyśmy zrobić (:
Odszukałam formę i przystąpiłyśmy do pracy:
Najpierw nam nie wyszedł, potem wyszedł ale tylko jeden profil
(oczywiście każda z nas była pewna, że ten udany to jej),
potem dopchałyśmy go masłem i wsadziłyśmy na chwilę do zamrażalnika żeby nabrał kształtów, potem o nim zapomniałyśmy,
potem nie mogłyśmy go wyjąć.
W końcu zrezygnowana Isia ustaliła, że ten w pudełeczku jest przecież O.K.
W literaturze też się takie przypadki komuś podobały (:
"Potrzebny mi jest baranek. Narysuj mi baranka.
Narysowałem baranka. Mały przyjrzał się uważnie i rzekł:
- Nie, ten baranek jest już bardzo chory. Zrób innego.
Narysowałem.
Mały przyjaciel uśmiechnął się grzecznie z pobłażaniem:
- Przyjrzyj się. To nie jest baranek, to baran. On ma rogi.
Zrobiłem nowy rysunek, ale został odrzucony tak jak poprzedni:
- Ten baranek jest za stary. Chcę mieć baranka, który będzie długo żył.
Tracąc już cierpliwość - chciałem bowiem jak najprędzej zabrać się do naprawy motoru - nabazgrałem ten obrazek i powiedziałem:
- To jest skrzynka. Baranek, którego chciałeś mieć, jest w środku.
Byłem bardzo zdziwiony, widząc radość na buzi małego krytyka.
- To jest właśnie to, czego chciałem. Czy myślisz, ze trzeba dużo trawy dla tego baranka?
- Dlaczego pytasz?
- Bo mam tak mało miejsca ...
- Na pewno wystarczy. Dałem ci zupełnie małego baranka.
Pochylił główkę nad rysunkiem.
- Nie taki znowu mały. Zobacz, zasnął ...
Tak wyglądał początek mojej znajomości z Małym Księciem."
» Antoine de Saint-Exupéry » Mały Książę
Ostatecznie wydłubałyśmy go jakoś z formy. Jedna połowa wyszła bardzo ładna, ale druga wymagała gruntownej rekonstrukcji.
Niestety nie został przez babcię doceniony i do koszyczka trafił inny,
piękniejszy maślany baran.
3 kwietnia 2010
2 kwietnia 2010
Retrospekcje

Drama Queen
Byłam dziewiętnastolatką.
Sprawa miała charakter damsko-męski.
Listopadowa, deszczowa noc.
Pamiętam swój zapach, ubiór i smak słonych łez.
Pamiętam taksówkę, która wiozła mnie wtedy do "Trytonów".
Pamiętam wszystko w najdrobniejszych szczegółach.
Płakałam całą drogę. Kierowca nie mógł tego nie zauważyć.
Kiedy dojechaliśmy do celu odwrócił się do mnie i z uśmiechem w oczach powiedział, że bardzo zazdrości mi smaku tych młodzieńczych łez.
Bezczelny typ! Ignorant! pomyślałam wtedy.
Musiałam jednak uznać te słowa za ważne, bo zapamiętałam je na długo.
Teraz już wiem, co ten człowiek miał na myśli.
Z biegiem lat łzy nabierają ciężaru i coraz bardziej gorzkiego smaku.
Jak oddzielić nagle serce od rozumu?
Kilka lat temu, w Nowym Yorku, czekając w tłumie ulicy na zmianę świateł, byłam świadkiem takiej oto sceny:
Dwoje dzieci - starszy chłopiec i trochę młodsza dziewczynka w wieku ok 13-15 lat.
Towarzyszyła im starsza kobieta - niania, babcia może, bardziej stawiam na nianię, bowiem dystans, który tym relacjom towarzyszył wskazywał raczej na opiekunkę.
Stali wszyscy obok witryny ogromnego budynku, wyglądało na to, że na kogoś czekają.
Dzieci, trochę znużone chyba, rozmawiały ze sobą leniwie, kobieta stała lekko oddalona. W pewnym momencie, one nie zwróciły nawet na to uwagi, odebrała telefon.
Jej mina stężała, a ramiona opadły w akcie rezygnacji. Rozmowa skończyła się bardzo szybko, przekazano tylko krótką wiadomość.
Wyrównała oddech i po upływie chwili podeszła do podopiecznych niepewnie, żeby ją przekazać.
Jej twarz była pełna troski, bólu i żalu.
Powiedziała coś, co wywołało u dzieci szok.
Dziewczynka skuliła się w kucki i zaczęła przeraźliwie płakać, chłopiec wpadł w histerię i uderzał głową o witrynę budynku przy którym stali. Ból na jego twarzy był przerażający.
Może zmarł ktoś z ich bliskich lub przyjaciel, może królik albo pies, a może chodziło o coś zupełnie innego. Nigdy się tego nie dowiem, jednak dramaturgia zaobserwowanej sytuacji, każe mi się nad tym czasami zastanawiać.
Filmowe tempo, tajemnica, wyraz postaci i atmosfera miejsca stworzyły historię, którą bardzo się przejęłam, stworzyły najlepiej odegraną scenę dramatyczną, jaką w życiu widziałam.
A może chodziło o królika tylko?
Pachnące święta (:

Od czyszczenia, pucowania, mycia, układania, prasowania,
przestawiania, segregowania, przybijania, zawieszania,
cmentarnego szorowania i sadzenia bratków
bolą mnie wszystkie mięśnie.
Ale...
Lubię ten ból.
Całe dzieciństwo przecież próbowałam domyć lalkę - murzynkę i tak mi już zostało.
Szczęśliwa.
ps
hiacynty pachną odurzająco (:
31 marca 2010
Pewne jest to jedno, że... (:
24 marca 2010
23 marca 2010
Fart / Traf
21 marca 2010
19 marca 2010
17 marca 2010
Zakupy...
- Na którą jutro do szkoły?
- 9:40, nie mamy dwóch pierwszych lekcji.
- No to sobie pośpimy (:
- O 8 kawa + "Majka"
- Dobranoc
- Pa )*

5:51 Dzwoni... Mama
- Halo, coś się stało?
- Śpisz?
- Jest 6!
- Ojej, mylałam, że 7. Chciałam kupić Izydzie sukienkę i zastanawiam się jaki kolor wybrać? Jest różowa, szara i turkusowa.
- Jaką sukienkę o 6?
- No taką do spodni!
- To może szarą?
- Nie! Wiesz, różowa jest jednak najładniejsza.
- Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr!!!
ps
rano śpiewają ptaki!
chyba naprawdę nadchodzi...
- 9:40, nie mamy dwóch pierwszych lekcji.
- No to sobie pośpimy (:
- O 8 kawa + "Majka"
- Dobranoc
- Pa )*

5:51 Dzwoni... Mama
- Halo, coś się stało?
- Śpisz?
- Jest 6!
- Ojej, mylałam, że 7. Chciałam kupić Izydzie sukienkę i zastanawiam się jaki kolor wybrać? Jest różowa, szara i turkusowa.
- Jaką sukienkę o 6?
- No taką do spodni!
- To może szarą?
- Nie! Wiesz, różowa jest jednak najładniejsza.
- Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr!!!
ps
rano śpiewają ptaki!
chyba naprawdę nadchodzi...
11 marca 2010
Pust Wsiegda Budiet Sonce... Mołodcy!

W Moskwie złodzieje ukradli damską torebkę, co stało się powodem ogromnego skandalu.
Przestępcy rzucili się do ucieczki swym audi, zaś milicja, ogłosiwszy operację "Barsetka" ("Torebka") - w pogoń za nimi. Audi wyrwało się na MKAD, czyli ośmiopasmową obwodnicę stolicy, po której pędziło z szybkością dla wozów milicyjnych nieosiągalną.
Milicjanci zdecydowali, że skoro dognać nie mogą, to ustawią pułapkę. Zatrzymali kilka prywatnych aut osobowych, których kierowcy mieli pecha jechać akurat MKAD-em. Niczego nie wyjaśniając, kazali im ustawić samochody w szereg tarasujący drogę i spokojnie siedzieć wewnątrz.
Spokojnie nie siedziała tylko męczona bólami porodowymi kobieta w blokującej trzeci pas ruchu wołdze, którą mąż wiózł do szpitala. Milicjanci kazali jej jednak "trochę pocierpieć". Nie cierpiała długo, bo wkrótce nadjechało rozpędzone audi, staranowało wołgę oraz stojącego obok niej mercedesa i pomknęło dalej.
Wozy milicyjne zaparkowane przezornie na poboczu ruszyły w pościg. Jak się okazało - bezskuteczny.
Nieszczęśnikami z uszkodzonych wozów zajął się oficer milicji, który odebrał kierowcom dokumenty i kazał im jechać na posterunek. Tam potrzymał ich jeszcze godzinkę, a potem zakomunikował, że na żadne odszkodowania liczyć nie mogą, bo przecież ten, kto staranował ich samochody, nie został ujęty.
Cała sprawa rozeszłaby się pewnie po kościach, gdyby nie właściciel rozbitego mercedesa, który w internecie drobiazgowo opisał pod każdym względem mało ujmujące zachowanie milicjantów. Skargę podchwyciły niezależne media i zrobiła się afera.
Drogówka stołeczna nie tylko przyznała, że jej ludzie ustawili na trasie żywą tarczę, narażając obywateli na śmiertelne niebezpieczeństwo. Ogłosiła też, że dowódca pomysłowych chłopców radarowców został przykładnie ukarany - dostał ostrzeżenie.
To akurat tylko rozwścieczyło internautów, bo przecież kolejny raz łamiący prawo rosyjski mundurowy jest karany symbolicznie.
Kilka dni wcześniej Rosję oburzył "wyrok" na trzech dowódców OMON-u, czyli specjalnych oddziałów milicji, z Baszkirii. Ich podwładni w 2005 r. brutalnie spacyfikowali miasteczko Błagowieszczeńsk, mszcząc się na miejscowych za pobicie kilku milicjantów - skatowali 371 młodych ludzi, setki osób bezprawnie przetrzymali w aresztach, wielu ograbili. I za to wszystko dowódcy po pięciu latach śledztwa i procesów dostali po kilka lat więzienia w zawieszeniu...
Rosjanie najwyraźniej mają już dość bezkarności ludzi władzy, którzy robią z obywatelami, co im przyjdzie do głowy. Ludziom nie wystarczają już tylko protesty w internecie.
Raz za razem w różnych miastach i miasteczkach wychodzą na ulice z protestami przeciw samowoli władz. Kilka dni temu do takiej demonstracji doszło nawet w prowincjonalnym Czerniachowsku w obwodzie kaliningradzkim, gdzie manifestowało około 3 tys. ludzi. W niedzielę w demonstrację zamienił się koncert w wielkiej moskiewskiej hali Olimpijska. Znany muzyk rockowy Jurij Szewczuk zakończył swój występ 10-minutowym płomiennym przemówieniem: - Mamy w kraju twardą, okrutną, nieludzką władzę. Ludzie męczą się u nas nie tylko w więzieniach, ale też w domach dziecka, szpitalach. Ileż u nas nieszczęść, ile draństwa we władzy w mundurach. Nas grabią, przejeżdżają nas samochodami, strzelają do nas w sklepach i tak naprawdę nikt za to nie odpowiada.
Tysiące widzów odpowiedziało na jego słowa żywiołową owacją.
PS Dopiero wczoraj wieczorem, pod wpływem protestów w internecie i oburzenia w mediach, na moskiewskich milicjantów posypały się kary - posadę stracił m.in. dowódca pułku, którego podwładni ustawili żywą tarczę.
"Z Rosji o Rosji" GW
9 marca 2010
Dwudziestu kilku najwyżej...

Na stu ludzi
wiedzących wszystko lepiej
- pięćdziesięciu dwóch;
niepewnych każdego kroku
- prawie cała reszta;
gotowych pomóc,
o ile nie potrwa to długo
- aż czterdziestu dziewięciu;
dobrych zawsze,
bo nie potrafią inaczej
- czterech, no może pięciu;
skłonnych do podziwu bez zawiści
- osiemnastu;
żyjących w stałej trwodze
przed kimś albo czymś
- siedemdziesięciu siedmiu;
uzdolnionych do szczęścia
- dwudziestu kilku najwyżej;
niegroźnych pojedynczo,
dziczejących w tłumie
- ponad połowa na pewno;
okrutnych,
kiedy zmuszą ich okoliczności
- tego lepiej nie wiedzieć
nawet w przybliżeniu;
mądrych po szkodzie
- niewielu więcej
niż mądrych przed szkodą;
niczego nie biorących z życia oprócz rzeczy
- czterdziestu,
chociaż chciałabym się mylić;
skulonych, obolałych
i bez latarki w ciemności
- osiemdziesięciu trzech
prędzej czy później;
godnych współczucia
- dziewięćdziesięciu dziewięciu;
śmiertelnych
- stu na stu.
Liczba, która jak dotąd nie ulega zmianie.
W. Szymborska
Przyczynek do statystyki
5 marca 2010
Nareszcie!
2 marca 2010
Wyjąca noc
28 lutego 2010
Królowa śniegu!
26 lutego 2010
Zdrowia, szczęścia, słodkiego tortu :)
25 lutego 2010
7 lat nieszczęścia przypadnie autorowi, czy sprawcy?
.
Od miłości twarz nabrzmiała. Oczy tolerancji krople toczą.
Lustro traktuje o akceptacji dla wszelkiej inności.
Zarys oczu z bursztynów, łzy z kryształu górskiego.
Na odwrocie szablon o Ziemi - miejscu dla wszystkich i dla każdego.
Zobacz projekt "Bez podziałów".
Bydgoszcz, ulica Gdańska, przystanek tramwajowy.

Od miłości twarz nabrzmiała.
Oczy tolerancji krople toczą...

Po paru latach wygląda to już niestety inaczej.
Od miłości twarz nabrzmiała. Oczy tolerancji krople toczą.
Lustro traktuje o akceptacji dla wszelkiej inności.
Zarys oczu z bursztynów, łzy z kryształu górskiego.
Na odwrocie szablon o Ziemi - miejscu dla wszystkich i dla każdego.
Zobacz projekt "Bez podziałów".
Bydgoszcz, ulica Gdańska, przystanek tramwajowy.

Od miłości twarz nabrzmiała.
Oczy tolerancji krople toczą...

Po paru latach wygląda to już niestety inaczej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















