27 stycznia 2010

Urodzona 27 stycznia

Rozumię, że wolisz nic nie widzieć i nic nie słyszeć...


i... jesteś bardzo zdziwiona (:



że to już dziś, właśnie teraz o 13.00, kończysz 15 lat!




Wszystkiego najsłodszego Maleństwo! xxx

25 stycznia 2010

Łupów miliony :)

Konferencja Play 2009 odbyła się w Ossie - mega hotel w szczerym polu, w okolicy którego na pewno nie ma kolektury LOTTO - sprawdzilam to dokladnie. Gdyby była, to ze względu na fart, jaki mi w sobotę towarzyszył powinnam się tam udać, choćby pieszo, mimo dwudziestostopniowego mrozu.

Zaczęło się od rysownika Henryka Sawki, gościa HTC - artysta niezwykle ciepły, miły i bezpretensjonalny.
Pracuje w absolutnym skupieniu, otoczony troskliwym menago - Panem Mniam w sensie uroku osobistego i każdego innego :)
Narysował dla mnie coś, co, jak powiedział, dość dawno temu zrodziło się w jego głowie. Ponoć to absolutna premiera.
Proszę bardzo:



Stoisko Nokii było jak zwykle największe - ich gościem był
Marcin Prokop ach/och-mój ulubieniec i "Zgas" - ponoć najlepszy BeatBoxer w Polsce - co tu dużo mówić, to trzeba usłyszeć na własne uszy - Super!

W Nokii był konkurs dla gości Konferencji na najlepsze foty z imprezy.
Wysłałam kilka i...
Chyba inne były gorsze, bo ta zapewniła mi zwycięstwo:


Ogłoszenie wyników:
Prokop wyczytuje nr. telefonu, podaje tytuł zdjęcia itp.
- Czy zwycięzca jest na sali? - pyta
- To ja, to ja, to moje - krzyczę z tłumu i skaczę jak wariatka.
- No tak, wiedziałem, że tej nocy ta Pani coś wygra - wolę nie zgadywać, co miał na myśli;)

Wygrałam Nokię N73 mini - jest piękna! Cieszę się jak głupol :)

Nie zdążyłam jeszcze otworzyć kartonika z nokią, a numer mojego telefonu wyczytuje przez mikrofon Cezary Pazura - twarz Huaweia - Chińczycy też robili jakiś konkurs na który wysłałam sms-a.

- To chyba znowu ja! wołam lekko już zawstydzona nadmiarem szczęścia.
- To na pewno Pani numer?
- Chyba tak, tzn. na pewno tak.
- Pytam, bo kobiety z w y k l e nie znają swojego numeru.
- Kobiety z w y k l e nie dzwonią na swój numer, Panie Czarku:)

Tym razem dostałam smartphone Huawei U8220 -
chiński Android - Izyda też się cieszy :)


Kolejna atrakcje to:

Kabaret Ani Mru-Mru
Maryla Rodowicz - Rewelacja!
Zespół Blenders - mega pozytywna dawka energii-

Czuję, że ja muszę! Czuję, czuję, czuję! :D :D :D

21 stycznia 2010

Babuniu Kochana! Weź mnie na kolana


"Dziad i baba"

Był sobie dziad i baba,
Bardzo starzy oboje,
Ona kaszląca i słaba,
On skurczony we dwoje.

Mieli chatkę maleńką,
Taką starą jak oni,
Jedno miała okienko
I jeden był wchód do niej.

Żyli bardzo szczęśliwie
I spokojnie jak w niebie,
Czemu ja się nie dziwię,
Bo przywykli do siebie.

Tylko smutno im było,
Że umierać musieli,
Że się kiedyś mogiłą
Długie życie rozdzieli.

I modlili się szczerze,
Aby Bożym rozkazem,
Kiedy śmierć ich zabierze,
Zabrała dwoje razem.

– Razem? To być nie może,
Ktoś choć chwilę wprzód skona!
– Byle nie ty, nieboże!
– Byle tylko nie ona!

– Wprzód umrę! – woła baba.
– Jestem starsza od ciebie,
Co chwilę bardziej słaba,
Zapłaczesz na pogrzebie.

– Ja wprzódy, moja miła.
Ja kaszlę bez ustanku
I zimna mnie mogiła
Przykryje lada ranku.

– Mnie wprzódy! – Mnie, kochanie!
– Mnie, mówię! Dośćże tego,
Dla ciebie płacz zostanie!
– A tobie nic, dlaczego?

I tak dalej, i dalej
Jak zaczęli się kłócić,
Jak się z miejsca porwali,
Chatkę chcieli porzucić.

Aż do drzwi, puk, powoli:
– Kto tam? – Otwórzcie, proszę,
Posłuszna waszej woli,
Śmierć jestem, skon przynoszę!

– Idź, babo, drzwi otworzyć!
– Ot to, idź sam, jam słaba,
Ja pójdę się położyć –
Odpowiedziała baba.

– Fi! Śmierć na słocie stoi
I czeka tam nieboga!
Idź, otwórz z łaski swojej!
– Ty otwórz, moja droga.

Baba za piecem z cicha
Kryjówki sobie szuka,
Dziad pod ławę się wpycha…
A śmierć stoi i puka.

I byłaby lat dwieście
Pode drzwiami tak stała,
Lecz znudzona, nareszcie
Kominem wejść musiała.

Józef Ignacy Kraszewski

20 stycznia 2010

Ja Jestem Macho (:




Do tej pory historyjka o wypadku w pracy Delika, który złamał rękę w nadgarstku, bo mu się omsknęła, kiedy na niej spał, wydawała mi się najzabawniejsza.
Konkurować mogła z nią tylko ta o Wojtku, który zwalniał się z pracy o 13, żeby zdążyć na kolejny odcinek „Janosika”.
Dzisiejsza noc uraczyła mnie czymś jeszcze.
Jacek złamał nos.
Złamał albo NA PEWNO ma pękniętą kość nosową (do tej pory byłam przekonana, że w nosie są chrząstki),
albo może jest zwichnięty (ten nos).
Złamał albo coś innego, strasznego NA PEWNO mu się z nosem stało, bo jest gruby i spuchnięty i z jednej strony siny i boli jak nigdy.
I nie mam się śmiać, bo nie potrafię sobie NAWET WYOBRAZIĆ JAKI TO BÓL!
I musi koniecznie go (ten nos) prześwietlić, albo zrobić USG.
Jacek złamał nos, bo spał na pilocie TV (:

15 stycznia 2010

Nic nie zdarza się dwa razy?



Lenka i Olaf witajcie na świecie

12 stycznia 2010

Doctor Jimmy - wspomnienie



Za oknem zima i zimno, delikatna nuuuuuuuuda,
czytam sobie wspomnienie o Tomaszu Beksińskim -
piękne i przejmujące wspomnienie...


Tomasz Beksiński urodził się w 1958 roku w Sanoku. Był synem artysty Zdzisława Beksińskiego. Od 12 roku życia interesował się muzyką. W kwietniu 1970 obejrzał w kinie film 'The Reptile' (w polskim tłumaczeniu: Kobieta - wąż). Bohaterka filmu - długowłosa bladolica brunetka (stąd wziął się jego ideał kobiecej urody) - zmieniała się w węża, który kąsał na śmierć. Od tamtej chwili żywił namiętne uczucia do brunetek, cmentarzy, wampirów, gryzienia w szyję a przede wszystkim - do horrorów. Śmierć i skłonności samobójcze drzemały w nim od lat młodzieńczych. W wieku 16 czy 17 lat najadł się proszków na sen i odkręcił gaz. Od śmierci uratował go ojciec. W wieku 18 lat w lokalnej drukarni zamówił klepsydrę ze swoim imieniem, nazwiskiem, datą nagłej śmierci i pogrzebu i rozwiesił ją po Sanoku, obserwując reakcję mieszkańców.

Studiował anglistykę w Katowicach. Pod koniec lat siedemdziesiątych przeprowadził się do Warszawy gdzie zamieszkał w jednym z wieżowców na osiedlu Służew nad Dolinką, nieopodal swoich rodziców.

Na przełomie lat 70-tych i 80-tych rozpoczął współpracę z radiem, na początku w programie II prowadząc cykl "Romantycy muzyki rockowej" (wprowadzając słuchaczy w styl muzyczny New Romantic) a potem "Wieczór płytowy", audycję promującą wówczas nowy nośnik jakim była płyta kompaktowa (prezentując m.in. praktycznie kompletne dyskografię takich zespołów jak King Crimson, Yes, Camel, The Moody Blues i innych). W latach 90 tych po zmianie profilu programu II PR przeniósł się do "Trójki" gdzie prowadził sobotnie, nocne audycje pt. "Trójka pod księżycem" (gdzie prezentował Lacrimosę, XIII Stulecie, czy Abraxas). Z czasem jego zainteresowania przeniosły się ku artystom muzyki gotycko - progresywnej, dla których stał się podporą i których promował. To dzięki jego audycjom przeciętny polski słuchacz miał czasem jedyną okazję usłyszeć ulubioną muzykę o jaką w tych czasach było w Polsce trudno.

Studiowanie anglistyki (której nigdy nie skończył), miłość do specyficznego, angielskiego humoru i maniactwo filmowe (oglądanie i zbieranie) spowodowało, że stał się doskonałym tłumaczem filmów, między innymi Monthy Pythona i całego dostępnego w Polsce Jamesa Bonda.

W 1988 lecąc z Warszawy do Rzeszowa przeżył katastrofę: samolot rozbił się na polach pod Łańcutem, zginęła jedna osoba. Nigdy później nie wsiadł do samolotu.

W latach 90 - tych związał się z pismem "Tylko Rock" gdzie udzielał się przy recenzjach płyt i artykułach typowo muzycznych, a w 1998 roku rozpoczął cykl felietonów zatytułowanych "Opowieści z krypty" w których piętnował dziesiątki rzeczy: komputery (znienawidzone przez niego, choć jak jego ojciec przyznał, miał schowanego w szafie starego Macintosha), głupotę, kobiety, nowe technologie, telewizję, niski poziom tłumaczeń w filmach, zapaść współczesnej muzyki, fachowców budowlanych itp. Przeżył serię życiowych zawodów, zarówno w życiu osobistym, jak i w dobrowolnie narzuconej sobie roli obserwatora rzeczywistości które stały się pożywką i materią na tematy artykułów. Uparcie szukał miłości z wzajemnością w swoim życiu - mimo wielu prób - bezskutecznie. W swoim ostatnim felietonie na łamach "Tylko Rocka" pt. "Fin de siecle" w którym jego niechęć do otaczającego, okrutnego świata osiągnęła apogeum napisał, po przeraźliwie krótkiej liście powodów dla których jednak warto było żyć: "Wszystkie te chwile przepadną w czasie, jak łzy w deszczu. Pora umierać". W ostatniej, grudniowej audycji radiowej pożegnał się: "To była ostatnia audycja w tym roku, a może ostatnia w ogóle".

24 grudnia 1999 r. popełnił samobójstwo...


MARTWA PAPUGA - SKECZ MONTY PYTHONA

Wnętrze sklepu ze zwierzętami. Do środka wchodzi Pan Pralinka , niosąc klatkę z martwą papugą w środku. Podchodzi do lady, za którą usiłuje się schować sprzedawca.

PRALINKA (Cleese) : Dzień dobry, przyszedłem z reklamacją...Halo! Proszę pani!
SPRZEDAWCA (Palin) : Co to ma znaczyć, "proszę pani" ?
PRALINKA : Przepraszam , mam katar. Przyszedłem z reklamacją.
SPRZEDAWCA : Przykro mi , ale teraz mam przerwę obiadową.
PRALINKA : To mnie nie interesuje , kolego. Chcę zareklamować tę oto papugę, którą kupiłem w tym oto sklepiku niecałe pół godziny temu.
SPRZEDAWCA : O tak , Norweska Błękitna. Coś z nią nie tak ?
PRALINKA : Zaraz panu powiem . co z nią nie tak. Jest martwa, ot co z nią nie tak.
SPRZEDAWCA : Wcale nie , ona drzemie , niech pan spojrzy !
PRALINKA : Słuchaj no , kolego , umiem odróżnić martwą papugę od żywej . Ta jest martwa.
SPRZEDAWCA : Ależ skąd, proszę pana! Ona tylko drzemie.
PRALINKA: Drzemie ?
SPRZEDAWCA : Właśnie. Niezwykłe ptaki te Norweskie Błękitne. Piekne pióra, no nie ?
PRALINKA : Upierzenie nie wchodzi tu w grę. Ta papuga jest martwa jak kamień.
SPRZEDAWCA : Wcale nie , ona poprostu drzemie.
PRALINKA : Dobrze. Skoro drzemie , obudzę ją. (wrzeszczy do klatki) Hej, Polly !! Mam dla ciebie smakowite śniadanko , tylko się zbudź , Polly !!
SPRZEDAWCA (trącając klatkę) : O poruszyła się !
PRALINKA : Wcale nie. To pan pchnął klatkę.
SPRZEDAWCA : Nic takiego nie zrobiłem !
PRALINKA : Zrobił pan. (wyjmuje papugę z klatki i wrzeszczy do niej) Hej , Polly !! Polly !! (wali papugą o ladę) Papużko Polly , przebudź się ! Polly !! (rzuca papugę w powietrze i czeka , aż spadnie na podłogę ) Oto , co nazywam martwą papugą.
SPRZEDAWCA : Nie jest martwa , tylko ogłuszona .
PRALINKA : Sluchaj no , kolego , mam juz dość tej komedii. Ta papuga bezwarunkowo nie żyje. A gdy kupowałem ją niecałe pół godziny temu , zapewniał mnie pan , że jej totalny brak ruchu spowodowany jest zmęczeniem po długim i wyczerpującym skrzeczeniu !
SPRZEDAWCA : Przypuszczalnie usycha z tęsknoty za fiordami .
PRALINKA : Usycha z tęsknoty za fiordami ? Co pan mi tu wciska ? Dlaczego leży nieruchomo na plecach , odkąd przyniosłem ją do domu ?
SPRZEDAWCA : Norweskie Błękitne lubią kimac leżąc na plecach . Przepiękny ptak, jakie śliczne upierzenie ...
PRALINKA : Pozwoliłem sobie dokładnie obejrzeć tę papugę i stwierdziłem , że początkowo siedziała na grzędzie tylko dlatego , że była do niej przybita !
SPRZEDAWCA : No jasne , że była przybita ! Inaczej powyrywałaby pręty i fru !
PRALINKA : Słuchaj no koleś ... (podnosi papugę z podłogi) Ta papuga nie zrobiłaby żadnego "fru" nawet , gdybym przepuścił przez nią 4 tysiące woltów ! Ona śpi cholernym snem wieczystym!
SPRZEDAWCA : Wcale nie. Usycha z tęsknoty.
PRALINKA : Nie usycha , ale już uschła ! Tej papugi już nie ma ! Przestała istnieć ! Odeszła na spotkanie ze swoim stwórcą ! To zdechła papuga ! Sztywniak ! Opuściło ją życie , teraz spoczywa w spokoju ! Gdyby nie przybił jej pan do grzędy, nie wąchałaby kwiatków od spodu! Strzeliła w kalendarz i śpiewa teraz w anielskim chórze ! To jest ex-papuga !
SPRZEDAWCA : W takim razie wymienię ją panu.
PRALINKA : W tym kraju trzeba się nagadać do utraty tchu , żeby cię wysłuchano.
SPRZEDAWCA : Przykro mi, ale papugi się skończyły .
PRALINKA : Rozumiem . wszystko jasne.
SPRZEDAWCA : Ale mam ślimaka.
PRALINKA : Czy on gada ?
SPRZEDAWCA : Raczej nie.
PRALINKA : Zamienił stryjek siekierkę na kijek.
SPRZEDAWCA : Niech więc wybierze się pan do Bolton, do mojego brata , on prowadzi tam sklep ze zwierzętami i wymieni panu tę papugę. (daje mu wizytówkę sklepu, Pralinka wychodzi).

Tłumaczenie: Tomasz Beksiński

10 stycznia 2010

Avatar


Obudzić się w Nowym Roku i od razu zostać nasyconym nadziejami na przyszłość :)




Przyroda ich świata,
Drzewo Dusz i jego nasiona,
Dzikość,
Dominacja instynktów -uwielbiam to!

4 stycznia 2010

Przejażdżka tzn. niezła jazda...



Przejechałam się ostatnio tramwajem.
Zwykła rzecz, a jednak...
Coś się zmieniło – takie ładne, czyste te tramwaje.
Miękkie siedzenia, elektroniczne wyświetlacze – data, godzina, imieniny obchodzą...
Mnóstwo reklam, kolorowych nalepek – szkoły, kursy, laserowa depilacja, stomatologia jednego dnia.
Bilety drogie, kasowniki nowoczesne i...
tłok jak smok, jak za dawnych lat.
Przez cztery lata liceum dojeżdżałam do szkoły 26 minut w jedną stronę i co nieco o tym zdecydowanie niesłodkim ścisku wiem.
Ale póki co... rozkrzyczana młodzież, babcie atakujące kierunek Tesco, jacyś ni to Rumuni, ni to Cyganie – domokrążcy z kompletami pościeli w jutowych torbach itp.
Z powodu ścisku poczułam lekki niepokój jednak po chwili zadzwonił telefon i jak zwykle zapomniałam o bożym świecie.
Mona, jak mnie ostatnio w mieście bez komórki przy uchu spotkała to zapytała czy mi ukradli :) Hmm
- Przecież wiesz, Kochana, że zawsze mam przy sobie trzy (:
Na pogaduchach szybko minęło kilka przystanków. Wysiadam. Ktoś mnie potrącił, ktoś popchnął – to ten niby Rumun z pościelą i pani z wózkiem, odruchowo złapałam za torebkę. Na zewnątrz byłam już niemal pewna, że brakuje w niej portfela.
Zrobiło się nerwowo, wsadzam łeb do torebki – szal, czapka, rękawiczki, notebook, zeszyty, notesy, kartki, karteczki, pięć błyszczyków, krem do rąk, telefony, klucze, papierki od cukierków. Jest wszystko oprócz portfela.
Serce wali jak oszalałe - wyobrażam sobie nowych użytkowników moich kart, maraton po bankach, wizyty w urzędach - prawo jazdy, dowód itp., obmyślam pomysł na biznes – pośrednictwo w wyrabianiu straconych dokumentów „Jeden podpis - załatwimy za Ciebie wszystko”, wpadam prawie pod tramwaj, z którego przed momentem wysiadłam, łeb cały czas w torbie.
Mój śliczny portfelik – święte medaliki, amulety, ulubiony 1 cent, tajne karteczki, pochowane po kieszonkach paragony za ciuchy, których niby nie kupiłam albo wolę nie pamiętać ich ceny.
Nie! Nie! Nie!
To nie może być prawda!
I nie jest...
Znalazł się :) Był w kieszeni kurtki...
No pięknie. Wdech, wydech bez paniki - wyrównuję oddech.
Nagle przypominam sobie, że jest już późne popołudnie, a pamiętam tylko śniadanie.
Emocje zjadły mi wszystkie węglowodany.
Powoli umieram z głodu (:
Prawie biegnę do cukierni, tej na skwerku koło kościoła – tam ciepłe bułeczki, drożdżówki z serem, budyniem, kruszonką albo jabłkiem, w myślach wybieram dwie, no dobra trzy, najwyżej jedna będzie dla Isi ,)
Dam radę, jeszcze tylko 200m, już prawie ją widzę, już tylko autobus odjedzie z przystanku, jedno przejście przez jezdnię, raj jest na wyciągnięcie ręki.
Odjeżdża autobus, odsłania skwerek – tam park, kościółek – wszystko jak zwykle, wszystko oprócz piekarni!
Nie to, że zamknięte, że awaria, remont czy coś w tym stylu.
NIE MA CAŁEGO PAWILONU!
Swoją drogą nie raz zastanawiałam się kto, komu, co i jak w Urzędzie Miasta robi, że taka karykatura ciągle jeszcze na tym zabytkowym skwerku stoi.
Ale żeby zniknął tak nagle?
Teraz? Dzisiaj? Kiedy właśnie umieram z głodu?
Pogłębiło się we mnie przekonanie, że nie ma na świecie rzeczy oczywistych i popłynęły łzy...
Nie jedna, nie dwie, nie pięć ale z dwieście albo trzysta nawet :)
I nie pomógł fakt, że za rogiem była kolejna, równie pyszna cukiernia.
PMS?
Już sama nie wiem...

ps
postanowienie noworoczne:
- częściej zaglądać do lustra niż do lodówki

31 grudnia 2009

By żyło się lepiej :)




365 uśmiechniętych dni w 2010
kissów miliony


życzy
kinga)xxx


ps
terminy zajęte:
07/10/10 - uuuuuuuu

24 grudnia 2009

Uwierz w Święta :)



Miłości – płynącej z betlejemskiego żłobka.
Pokoju – w sercu i drugim człowieku.
Radości – w codziennym dniu.
Nadziei – na lepsze jutro w chwilach niepokoju.

życzy
kinga) xxx

26 listopada 2009

MOJA MAMA jest moja :)



Kiedy rozmawiam z siostrą mówię często:
Wiesz, a moja mama powiedziała...
Wiem, wiem, jest nasza...
Ale dla mnie jest moja!

Dusza socjalisty, serce mnicha, dla każdego wolny czas, pieniądze, słowo, rada, modlitwa i dowolna ilość minut wygadanych przez telefon.
Telefon mamy jest na gumkę - model rozkładany, żeby łatwiej było pisać sms-y, których i tak nie pisze. Właściwie posiada trzy identyczne egzemplarze oldschoolowego modelu nokii jednak najfajniejszy jest ten z gumką właśnie.
Opieprzona mówi, że musi do mnie przyjechać ze wszystkimi kartonikami to z trzech zrobimy jeden - wcale nie na gumkę - ale nie wie, gdzie je schowała i właściwie ten lubi najbardziej więc o co mi chodzi?!

Rozmawiam przedwczoraj z tatą przez telefon - od kiedy operator obdarował go 33-ma godzinami wolnych minut miesięcznie, dzwoni do mnie jakby częściej.
Sprawy są różne. Co jadłaś na kolację, na przykład :)
Najfajniejsze są dni z poważniejszym newsem politycznym w tle. Rozmowa kończy się wtedy szybko i oboje dyszymy po niej ciężko, gdyż serca nasze biją po różnych stronach.

Ale póki co pytam ojca
- Co robi mama?
- Nie słyszysz jak wali garami? Pakuje się do Zakopanego.
- Jak to do Zakopanego? Do TEGO Zakopanego? Po co?
- Po szopki.
- Jakie szopki?
- Świąteczne, od rzeźbiarza spod Zakopanego.
- A pojedzie tam czym?
- No autobusem. Jutro w nocy wraca.
- A kiedy wyjeżdża?
- Za 20 minut.

No tak, cała Madzia...

Za dwadziescia minut dzwoni mama, że już siedzi w autobusie, że jutro o 9 rano będzie w górach, że za rok to będzie miała szczęście, bo kupi bilet za 52 zł, a nie jak teraz za 74, bo będzie już miała 60 lat.
- Mamo, a wybierasz się tam znowu za rok?
- No jasne! Za 52 złote! :)
- Kocham Cię mamo!

Dzwoni ponownie wczoraj rano, że jest już na miejscu, że pogoda piękna, że cudownie widać Tatry, że nie może się dodzwonić do ojca, bo on na pewno jak zwykle śpi, ale jakby jej czasami szukał to teraz wyłącza telefon bo jechała do rzeźbiarza do Chochołowa przez Czarny Potok i po drodze było Sanktuarium to wysiadła bo rzeźbiarz przecież nie ucieknie.
- Mamo, to może po prostu wyślij ojcu sms-a?
- A co ja będę tyle pisała! Jakby mnie szukał i zadzwoni do Ciebie to mu wszystko opowiedz.
- Ok, Ok opowiem.
- A jak pięknie widać Giewont i krzyż leciutko ośnieżony, jak na dłoni, a ci z europarlamentu chcą nam ten krzyż zdjąć ...
- Kto chce zdjąć krzyż, mamo?
- No Ta z tej twojej partii, co tak skrzeczy.
- Mamo, Ona nie jest z mojej partii, Ona jest z SLD.
- No ale słyszałaś co mówi o krzyżach?!
- Mamo! Błagam!

Potem było jeszcze kilka telefonów, dotyczyły koloru oscypka, papci, aniołka i kierpców, które na pewno przydadzą się Izydzie jak będzie się do szkoły przebierała za Krakowiankę.
- Mamo dzieci przebierają się na bale w przedszkolu. Izyda jest gimnazjalistką.
- To może na lato, do sukienki?
- Nie mamo! Na lato też nie!
- To może sobie takie kupię, no nie uwierzysz jakie ładne...

Po południu kolejny telefon, że jest już w autokarze i wraca do domu, że szopki trochę za małe ale mają dużo figurek, a kura tzn. kogut dla Nicka ma nawet pomalowane paznokcie.
- Jaki kogut mamo?
- No dla Nicka - piękny, drewniany, przecież zbiera!
- Oesu!

Nickowi rzeczywiscie podarowałam na poprzednie Święta kurę na pamiątkę pomysłu, do wybicia mu z głowy którego zostałam w zeszłym roku przez Izę zaangażowana.
Wymyślił sobie wtedy, że w swoim angielskim ogródku o powierzchni średniego billbordu postawi klatki i założy hodowlę kur, żeby w domu były zawsze swieże, ekologiczne jajka.
Od-kurzanie Nicka zadaniem okazało się dość trudnym, ale póki co pomysł ku uciesze Izy nie wrócił.

Mama Madzia pokonawszy ponad 1000 km wróciła o 3 w nocy.
O 8 rano była już umówiona z koleżanką po zakupy, bo o 10 organizuje w domu spotkanie klasowe dla dwunastu koleżanek.
I nie jest wykluczone w ogóle, że biega teraz w swoich nowych kieprcach i stroju krakowianki wciskając gościom trzecią dokładkę, krzycząc przy tym najgłośniej ze wszystkich i odbierając niezliczoną ilość połączeń...

Różnimy sie wszystkim, kłócimy co 15 minut, jednak często proszę Stwórcę o to, żebym potrafiła być dla mojej córki tym, kim jest dla mnie MOJA MAMA :)

21 listopada 2009

Friday night clubbing



Fashion TV jest po to, żeby facetom wydawało się, że przebywają w towarzystwie super lasek.

Płaskie telewizory z rozszerzającymi ekranami, żeby kobiety myślały, że w sumie niewiele im do tych panienek brakuje :D

15 listopada 2009

Kolorowy test

Pomyśl o kimś, kto Cię zna i jest dla Ciebie ważny, kogo możesz określić następującymi kolorami. Pamiętaj, aby do każdego koloru przypisać jedną, za każdym razem inną osobę:

- żółty...

- pomarańczowy...

- czerwony...

- biały...

- zielony...





Osoby przypisane do kolorów:

- Żółty: ktoś, kogo nigdy nie zapomnisz

- Pomarańczowy: ktoś, kogo uważasz za swojego prawdziwego przyjaciela

- Czerwony: ktoś, kogo szczerze kochasz

- Biały: twoja bratnia dusza

- Zielony: ktoś, kogo będziesz pamiętał do końca życia


Dostałam ostatnio taki niepozorny teścik.
Wyniki okazały się naprawdę zaskakujące.
Najbardziej zadziwił mnie wynik związany z kolorem białym...

2 listopada 2009

Ewa i Luis ,)



Jej wysokość :)


Ewa


zatańcz ze mną jeszcze raz...



parole, parole, parole, ech...

1 listopada 2009

Nostalgicznie...



Być może jest taka wyspa,
Na jakimś oceanie,
Która ma jedną przystań
I jeden jacht w tej przystani.
I wody jednej rzeki,
Przecinają ją w poprzek.
I jeden strażnik – rekin,
Pilnuje wyspy dobrze.
I pojedynczo się łamią,
O skałę samotne fale,
I jeden czarny namiot
Stoi na owej skale.
Nad palmą jedną, jedyną
Błyszczy jedyna gwiazda
A gdy się chce tam dopłynąć
Jest tylko jedna jazda
Gdyż jeden jest kierunek
I jeden mały bilet
Więc po swój biedny pakunek
Niebawem się pochylę
I opuszczę swą izbę bez słów
I powrotów, by popłynąć na wyspę
Do czarnego namiotu
I będzie coraz ciemniej,
Ciepło, smutno i mglisto.
Psy, kiedy wyją w pełnię
Też tęsknią za tą wyspą.

Być może jest taka wyspa,
Na jakimś oceanie,
Która ma jedną przystań
I jeden jacht w tej przystani.
Być może...Być może...


A. Waligórski

29 października 2009

26 października 2009

U Ewki na urodzinach...


Solenizantka :)*


The day after;)


Droga do "Piękniejszego Świata"


Jesiennie


Pradolina Wisły

23 października 2009

Czy ten Pan i ta Pani? 21/42 :)




42 lata!


ponoć czas spędzony w niewoli i na froncie liczy się podwójnie :)

20 października 2009

Chór Alexandrowa 2009 - fajerwerk wykonawczej maestrii




Jaki prezent od rodziców na urodziny może dostać dziecko rusofili?

Radziecki!

Chór Alexandrowa rząd I sektor B


Moja mama po prostu ich uwielbia - w czasie poprzedniej wizyty słynnych śpiewaków jeździła za nimi jak fanka-małolata i była na trzech koncertach w różnych miastach północnej Polski.
W domu mojego dzieciństwa zawsze gościło wielu, bardzo wielu, zbyt wielu Rosjan.
Rodzice (nie umoczeni politycznie dodam) bawili się z nimi przednio, pozostałych domowników denerwował wielkoruski przytup i cały ten szum z solankowo - kawiorowo - blinową kuchnią i smrodem czosnku w tle.
Pamiętam też spojrzenia spode łba mojej babki pra, dla której Rusek był Ruskiem a Szwab Szwabem - wpływ babki musiał być spory, bo gdzieś na dnie serca ciągle czuję podobnie.

Zapieli...

Pięknie, doskonale, cudownie, w swoich wielkich siodłatych czapach i zgniłooliwkowych mundurach wyglądali pysznie. Wspaniałe głosy solistów, doskonałe ustawienie głosów chóru, balet jak z rosyjskiej bajki i bałałajka, która pewnie nie raz mi się przyśni.
Serce moje na chwilę zmiękło i mocno, bardzo mocno, zdecydowanie zbyt mocno wczoraj zabiło :)

17 października 2009

Hmm, chyba cała kobieta w tym wierszu jest zawarta...


PORTRET KOBIECY - W. Szymborska

Musi być do wyboru,
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
Czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspera i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.



lubię Szymborską za to, że trzeba się przy niej dłużej zatrzymać

11 października 2009

Jesiennie... z uśmiechem ciepłym i smutnym

Idzie jesień
I prosto w nasz próg...
- Ale co tam! przecież taka jesień złota
Nie jest zła!
- Ale co tam! Przecież taka jesień złota
Niechaj trwa...

Czerwienią liści nas otula

I słychać pierwsze kroki chłodu

Spróbuj mego wina)

A to by się zgadzało,)

7 października 2009

Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...



Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy?

Próbuję nie oglądać się za siebie i bardzo, bardzo chcę w to uwierzyć.
Szczególnie dzisiaj...

adin
dwa
tri

ostatnie trzydzieści czas zacząć :(

ps
badania wykazały, że kobiety potrafią utrzymać tajemnicę przez... /dam,dam,dam/
47 godzin!
moja jest taka:
Od jutra codziennie będę biegać i chodzić na basen /my birthday resolution/.

Właciwie już schudłam tylko na razie nie widać/hihi

21 września 2009

Powolutku)



W piątkowe popołudnie zwykle tak bardzo uwiera mnie miasto, że zaniedbując zakupy na weekend wyjeżdżam jak najszybciej tam, gdzie hamaczek.
Rytuałem od lat są sobotnie wyprawy po zakupy i prasę do wsi większej.
Wieś większa oddalona jest o 8 km od wsi małej – taka okoliczna aglomeracja.
Jest tutaj kościół, biblioteka, bank, apteka, ośrodek zdrowia, stacja benzynowa, remiza, straż pożarna, restauracja, bar, kilka sklepów, cukiernia i salon fryzjerski „Fala”.
Jest też dworzec kolejowy ze słynną stacją Blues Express w środku lata.
Już sama droga po zakupy przebiega uroczo - o świcie nie można się ani śpieszyć, ani hałasować, myśli płyną wolno, są głębokie i rześkie jak poranek.
Zaczynam od masarni, pewnie dlatego, że ważna jest tu pora zakupów – w sobotę haki pustoszeją z minuty na minutę i najczęściej około południa na drzwiach pojawia się kartka. Zamknięte. Towar wyprzedano.
Rzeźniczka Kinga – moja imienniczka - jest kobietą piękną i skromną, do której większość klientów zwraca się na „ty”. Niemal nikt nie mówi tu proszę, mówią najczęściej „daj”.
„Daj mi jeszcze 2kg parówek”. Wszyscy kupują na kilogramy.
Potem ulubiona sobotnia gazeta – prawie zawsze ostatnia – czasem myślę, że jedyna, bo ile razy, do cholery, można mieć szczęście? Regał z gazetami za żelaznymi drzwiami sklepu Anatol zatrzymuje mnie zresztą zawsze na dłużej.
Cała prasa w cenie 1 - 1,99zł . Prawie wszystkie tytuły dotyczą jednego. Życia.
„ Z życia wzięte”, „Życie na gorąco”, Takie jest życie”, Na ścieżkach życia”, „Prawdziwe życie”. Hmm
Na pozostałych anatolowych półkach panują towary lokalnych marek, a w dziale pieczywo natrętnie pachną olejkami smakowymi ciasta, ciastka i ciasteczka.
Obok Anatola sklep Przemysłowy. Na drzwiach – Zapraszamy.
Wybór różnokolorowych loków do włosów, linek, kwiaciastych siatek, nylonowych fartuchów, łapek na muchy, klamerek, słoików, kaloszy i plastikowych cerat niezmiennie mnie zachwyca.
Cieszy jeszcze jedno, na parkingu przed sklepami zawsze znaleźć można wolne miejsce.
Nikt nie zamyka swoich samochodów, nie przypina rowerów. Na sklepowych schodach umorusane dzieci i puszczone luzem psy czekają na mamy, babcie i właścicieli.
Wracają potem wolno, przecież nikt się nie śpieszy, do swoich domów z kolorowymi ogrodami, z bajkowymi krasnalami i gotują pachnące wsią obiady dla licznej rodziny w wielkich emaliowanych garnkach.
Wracam i ja. Gotuję pachnący wsią obiad w trochę mniejszym emaliowanym garnku, piekę gofry, zbieram grzyby, kwiaty, zioła, śliwki, kasztany i jesienny wrzos. Odpoczywam, jestem radosna, zwykle zrelaksowana.
I tak cofnięta w oczekiwaniach, wymaganiach, roszczeniach, pretensjach, wracam w poniedziałek w miejski tłum.
Kocham ten pęd tu.
Uwielbiam spokój tam :)





11 września 2009

9.11


9.11 - We will never forget....

11 sierpnia 2009

Pragnienie Patisonka...



http://www.photoblog.pl/juzidee/44964888/branicowo.html

Drugiego?

komentarz
"Dostaniesz na ślub" /hihihi
mistrzostwo świata!!!

10 sierpnia 2009

Jak drucik z miedzi...



Tęsknię za Wami Robaczki...

Only a ginger can call a ginger "ginger"...
Strawberry blond forever...
Czekam)

31 lipca 2009

30 lipca 2009

Można tak, można i tak... :)



Jeśli tylko będziesz chciała
Zdmuchnę troski i kłopoty,
Wybuduję Tobie Mała
Pałac z terakoty.
Chodź tu do mnie... Dziś... Dziś...
Bo nie trafia ci się co dzień
Taki biedny, smutny Miś,
Zaraz po rozwodzie.

Niech się Pani misia nie boi,
Niech się Pani misia nie lęka,
Do wesela się misio zagoi...
Bardzo fajna piosenka!

Tutaj cztery szwy na łuku,
Tu, na pleckach, mam znamiona,
Takie mi zrobiła kuku
Moja była żona.
Chodź tu do mnie... Dziś... Dziś...
Taka fajna z Ciebie babka,
Spójrz jak biedny, smutny miś
Słania się na łapkach.

Niech się Pani misia nie boi,
Niech się Pani misia nie lęka,
Do wesela się misio zagoi...
Bardzo fajna piosenka!

Ślady walki mam na pysiu
Cięć, uderzeń oraz wgnieceń,
Strasznie dużo teraz misiów
W każdej dyskotece.
Chodź tu do mnie... Dziś... Dziś...
Tul się do siwego futra,
Taki biedny, smutny miś
Przynajmniej do jutra...

Niech się Pani misia nie boi,
Niech się Pani misia nie lęka,
Do wesela się misio zagoi...
Bardzo fajna piosenka!

A.A.

17 lipca 2009

I było duuuuuuużo słońca / mniam

























i było cieeeeepłe morze,
błogi spokój,
palący stopy piasek
i niezapomniana
"Tortilla Flat"
ech...

Dwa galony to dużo wina, nawet na dwóch paisanos. Teoretycznie poszczególne etapy opróżniania gąsiorków można stopniować następująco: nieco poniżej szyjki pierwszego gąsiorka – rozmowa poważna i skoncentrowana; dwa cale poniżej – smutne i romantyczne wspomnienia, trzy cale poniżej – analiza minionych sycących miłości, cal niżej – analiza minionych niezaspokojonych namiętności; dno pierwszego gąsiorka – ogólny, niesprecyzowany smutek. Nieco poniżej szyjki drugiego gąsiorka – czarna rozpacz; dwa palce poniżej – pieśń śmierci i tęsknoty; kciuk poniżej – każda inna znana pieśń. Na tym system stopniowania kończy się, następuje specjalizacja. Od tej chwili wszystkiego można się spodziewać
[J. Steinbeck "Tortilla Flat"]